Człowiek został fantastycznie zaprojektowany. Nawet nie próbuję zrozumieć tych wszystkich procesów w nas zachodzących, bo to jest zdecydowanie za dużo, jak na mnie. Niesamowicie skomplikowana, a przy tym (zazwyczaj) samoregulująca się machina, z tymi wszystkimi cudami, jak zmysły węchu, słuchu, smaku, wzroku, dotyku, możliwość utrzymywania równowagi, metabolizm, układ hormonalny, krwionośny, oddechowy i wiele, wiele innych, ale przede wszystkim mózg. Nasze działania, zaniechania, marzenia, plany, rozterki, problemy – wszystko to rozgrywa się przede wszystkim w wewnętrznym, neuronalnym świecie...
Problem pojawia się, jak coś w tej genialnej maszynie przestaje funkcjonować, jak jakaś śrubka się obluzuje, zamortyzuje się jakaś część, coś tam odpadnie, a coś się wyeksploatuje. Najgorsze jednak, jak ingerujemy weń fizycznie i chemicznie i nagle zaprzestaniemy, bo wpierw przejmujemy kontrolę, a później puszczamy stery i... się sypie.
Zaburzona biochemia mózgu... niesamowite, jak z dnia na dzień potrafi wyssać życiową energię, do cna, odebrać siły witalne, radość życia, pogodę ducha, stabilność emocjonalną. Sprawić, że umycie zębów staje się problemem nie do przejścia, że zjedzenie kanapki jest ponad ludzkie siły, że wyć się chce bez większego powodu, że wstanie z łóżka urasta do rangi wspięcia się na Mount Everest, że każdy ostry dźwięk drażni, że światło dzienne oślepia zwężone źrenice, że nadchodzący wieczór paraliżuje strachem, że roześmiane twarze innych powodują większy ból, że zapachy dochodzące z kuchni stają się smrodem nie do zniesienia, że widok osób spożywających posiłek napawa obrzydzeniem, że roześmiane, płonące dotąd czerwienią usta nie składają się nawet w grymas uśmiechu, że w sekundę po otwarciu oczu rzeczywistość przygniata i pojawia się ból egzystencji, że świat staje się mroczny i niebezpieczny, że przejście kilku kroków powoduje zadyszkę, że ulubiona książka to zwykła kupa makulatury leżącą na półce, że dźwięk esemesa lub e-maila od przyjaciela nie cieszy, że obolałe, wykręcone i poturbowane ciało odmawia posłuszeństwa, że każda minuta ciągnie się w nieskończoność, że chciałoby się tylko usnąć i tak po prostu być i w końcu nie czuć...
Depresja... tej pani już dziękuję. Mogę być hipokrytką. Mogę być lekomanką. Nie mogę być chora, bo tak funkcjonować się nie da. Ego boli... niesamowicie. Teraz będzie tylko lepiej...
